Z pamiętnika Krysi

O Autorze

Moje zdjęcie
Z kijami chodzę od 2011 roku. Miałam wtedy 61 lat. Nigdy nie byłam typem sportowca. Jedynym sportem, który uprawiałam to było żeglarstwo, a wiadomo, że tam pracuje bardziej wiatr niż nasze mięśnie i serce. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez chociażby minimalnej aktywności sportowej.

Spływ kajakowy Rurzycą i Gwdą

28.09.2018

Tym razem kijki do nordic walking zamieniłam na wiosła. W dniach 22 – 23.09.2018 r. udałam się wraz z Marsz Po Zdrowie na spływ kajakowy. Pogoda nam dopisała. Załapaliśmy się na dwa ostatnie dni ładnej pogody przed załamaniem jakie przyszło jeszcze w niedzielę. Żałowaliśmy, że ominęły nas te upalne dni, jakie były wcześniej, ale byliśmy zadowoleni, że pomimo niższej temperatury mieliśmy słońce i nie padało. Było nas przeszło 20 osób.

Naszą bazą wypadową była Binduga Keja w Ujściu. To stąd byliśmy codziennie transportowani do miejsc, z których rozpoczynaliśmy spływ.
W sobotę płynęliśmy rzeką Rurzycą przez jezioro Dębno z Wrzos do Krępska. Rurzyca to jedna z najbardziej malowniczych tras kajakowych w Polsce. Rzeką tą pływał również Karol Wojtyła, jeszcze jako kardynał. Na całej długości rzeka otoczona jest pięknymi lasami – rezerwatami: “Wielkopolska Dolina Rurzycy” i “Dolina Rurzycy”. Woda jest w niej niesamowicie czysta i płytka. Często czuliśmy dno pod kajakami. Spływ urozmaicały nam powalone drzewa, które trzeba było pokonywać,

wartki nurt i liczne zakręty.

Nie ominęła nas również przenoska. Przepłynęliśmy ok. 13 km.
W Ujściu czekał na nas obiad z gorącą grochówką włącznie, a wieczorem integrowaliśmy się przy ognisku z pieczeniem kiełbasek oraz śpiewami przy akompaniamencie gitarowo – harmonijkowym Przemka i Leszka.
W niedzielę natomiast, jak uprzedzał nas Przemek, miało być nudnie, bo Gwda nie płynie wśród lasów tak jak Rurzyca. Zaczęło się jednak hardcorowo. Już na samym początku trasy, w Kalinie, natrafiliśmy na dwie przeszkody w postaci powalonych drzew. Tu nie wchodziła w rachubę ani przenoska, ani omijanie w jakikolwiek inny sposób przeszkody. Trzeba było wysiąść z kajaka na powalone drzewo, kajaki były przeciągane, albo przenoszone nad drzewami. Oczywiście bez pomocy Przemka przewodnika, Kuby ratownika, a także Jakuba Jowialnego nie byłoby to możliwe. To oni asekurowali nas przy wchodzeniu na powalone drzewo oraz przepychali nasze kajaki. Dalej płynęliśmy już bez przygód. Gwda wije się krętą wstęgą przez Piłę i wpada do Noteci. Tutaj woda nie była już tak przejrzysta jak Rurzyca. Wartki nurt i wiejący wiatr utrudniał nam manewrowanie. Na trasie mieliśmy do pokonania niewielką tamę, której przekroczenie sprawiło, że niemal wszyscy zostaliśmy zmoczeni. Ostatnie kilkaset metrów, gdy wpłynęliśmy do Noteci musieliśmy płynąć pod prąd. Dotarliśmy do Ujścia szczęśliwi, że tym razem nikt nie miał wywrotki.
Po powrocie szybkie przebieranie się w suche rzeczy, pakowanie i zbiórka pożegnalna. Wszyscy otrzymujemy Dyplomy Zwycięstwa za: “budowanie fantastycznego klimatu podczas spływu, pokonanie przepięknej rzeki Rurzycy oraz Gwdy, a także za hart ducha i wolę walki podczas “zelżonego upału” “. Żegnamy się z żalem, gdyż był to fantastyczny wyjazd. Zgrana grupa, świetna organizacja, pyszne jedzenie, znakomite warunki noclegowe w  Ap-Art Ujście przy ul. Strzeleckiej, a przede wszystkim urokliwe trasy, jakie pokonywaliśmy, sprawiły, że chcemy wrócić tu jeszcze raz.